Jeśli w związku z brakiem nowych wpisów zastanawiacie się, czy wszystko u nas w porządku, to uspokajam, że z grubsza tak. Stefan co prawda zaliczył zderzenie z kamiennym brzegiem kominka, a w wyniku tego klejenie czoła na izbie przyjęć, a w wyniku tego prawdopodobnie jakąś infekcję i trzy dni gorączki, ale jakoś bardzo tego nie przeżywamy, a brak postów spowodowany był zgoła czymś innym.
Jako że tydzień po Halloweenie i sprzątnięciu dyń/szkieletów sąsiedzi zaczęli od nowa przystrajać przedogródki, tym razem świątecznie, a wystawy sklepowe oczywiście nie pozostają w tyle, zrobił nam się już całkiem sezon gwiazdkowy. Guciowi naturalnie w to graj, a i ja nie mam nic przeciwko temu, żeby pod pretekstem zrobienia przyjemności dziecku, zrobić przyjemność i sobie. Z zapałem zabraliśmy się więc za wprowadzanie świątecznego nastroju do domu, a żeby było mniej komercyjnie i ciekawiej - przyjęliśmy zasadę "zrób to sam".
I tak - słoiki po śledziach zamieniły się w latarenki na tealighty, znaleziony przy chodniku złoty wieniec z plastikowymi aniołami - w białe "gniazdko" dla moich ulubionych cepeliowskich ptaszków, a z suchych patyczków i gałązek powstał renifer.
Dla niecierpliwych, by milej odliczało się dni do Wigilii,
wymyślono kalendarze adwentowe. Zwykle jest to po prostu rodzaj
bombonierki z 24 ponumerowanymi okienkami, które otwiera się w kolejne
dni grudnia, co dzień wyłuskując czekoladkę lub inną małą niespodziankę.
Nasz kalendarz to las przyszpilonych do ikeowej ramki filcowych
choinek-kieszonek, z których każda kryje rodzynkę (dla Stefana) i jeden-dwa klocki z malutkiego zestawu lego (dla Gucia).
Zaczęliśmy wcześnie i wszystko to powstało w listopadzie, ale nie ma strachu, że w związku z tym w grudniu zabraknie nam zajęć. W planach pierniczki, pocztówki, no i oczywiście ozdoby choinkowe i pakowanie prezentów (w tym roku będę pakować tylko trzy, chlip). Do tego przygrywa nam internetowe radio "Christmas Hits", w zeszłym tygodniu popadał śnieg, i gdyby mnie tylko nie bolały zęby (to osobna historia, dentystka mnie zepsuła...), byłoby po prostu miodzio.
Ach, i jeszcze obiliśmy wreszcie krzesła na granatowo - aksamitną spódnicą z ciuchlandu.
A wczoraj przyszła wielka paczka z Polski! Cztery kilo prezentów i łakoci, Gucio aż się zasapał, wciągając ją po schodach. Radości było co niemiara ("Patrz, i jeszcze folię bąbelkową mi Babcia przysłała! Ale fajnie!"), trochę też żalu i złości ("Nie zgadzam się, żeby teraz prezentu nie rozpakowywać! Nie mogę przestać płakać, bo mi nie dajesz otworzyć!"), ukojonych wkrótce michałkami i ciasteczkami. Kochani Babcie i Dziadkowie - Dziękujemy!
Niezłe macie spożycie śledzi... ;) W.
ReplyDeleteLepiej śledzie kłaść do pyska
DeleteNiż Big Pharmom paść brzuszyska!
(w kwestii suplementów z omegą 3 itp)
...a latarenki są dwie, tylko stoją przy lustrze :)
Delete